1,5% PODATKU NA Fundacja Avalon numer KRS: 0000270809 - WAŻNE w polu "INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE" wpisać WULKNER 2998
środa, 18 stycznia 2017
Grypa
Grypa wykończa, ale się nie poddaję. W nocy się dusiłem, tchawica się zacisnęła, dla niewtajemniczonych informacja, że ludzie z urazami rdzenia najczęściej mają porażoną przeponę wykorzystywaną w znacznej mierze przy kaszlu, płuca zalewają wydzieliny, których nie sposób odkaszlnąć. Nie byłem w stanie zawołać pomocy, dusiłem się, opuściłem na poduszkę głowę, opanowałem panikę, postarałem się rozluźnić, powoli przeszło, ale prozaiczna sprawa i koniec był bliski. Ciekawe, czy gdybym stracił przytomność z niedotlenienia to organizm sam by zaskoczył na funkcję oddychania, bo tchawica chyba by się wtedy rozluźniła. Spadek formy znaczny, wykonuję lżejsze ćwiczenia, a i tak jestem słaby. Ćwicząc chodzenie z laskami czwórnogami dystans 60 metrów zwykle schodzę z czasem poniżej 6 minut, a teraz zabrało mi to 8 minut 30 sekund. Ćwiczę dalej.
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Usprawnianie ciastem.
USPRAWNIANIE CIASTEM
Wczoraj usprawniałem się ciastem. Moja żona piecze doskonałe ciasto murzynek, niestety nie było jej w domu, gdy trochę ni się go zachciało. Poszedłem z chodzikiem do blachy i ukroiłem kawałek. Murzynek ma to do siebie, że przez polewę czekoladową brudzi, a nie miałem talerzyka. Wpadłem na pomysł, że jak moje czworonogi przeniosę ciasto w zębach. W pewnym momencie ukruszyło się 90% ciasta i spadło na wykafelkowaną podłogę. W każdej chwili mogły do kuchni wpaść moje trzy czworonożne bestie. Nie zastanawiając się, do podłogi trzymając jedną ręką chwiejnego chodziku. Odwaga się opłaciła, poderwałem upuszczony kawałek ciasta tuż przed kłami bestii zyskując nową sprawność. Postęp w usprawnieniu jest powolny, ale dzięki rehabilitacji wciąż postępuje.
Proszę wesprzyjcie moją rehabilitację przekazując 1% PODATKU na Fundacja Avalon, numer KRS: 0000270809 - WAŻNE w polu "INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE" wpisać WULKNER 2998
Ja i moja rodzina dziękujemy.
Proszę wesprzyjcie moją rehabilitację przekazując 1% PODATKU na Fundacja Avalon, numer KRS: 0000270809 - WAŻNE w polu "INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE" wpisać WULKNER 2998
Ja i moja rodzina dziękujemy.
czwartek, 20 października 2016
Nowy rekord w chodzeniu.
Nie wiem, czy to jakiś przełom, ale na pewno rekordowy dzień. Codziennie systematycznie ćwiczę, trwa to już prawie trzeci rok. Codziennie żmudnie powtarzam podobne czynności. Znam swoje dzienne możliwości i założenia treningowe. Zwykle to jest tak, że staram się pokonać na nogach łącznie minimum 300 metrów z podporem (chodzik, kule, czwórnogi, bieżnia elektryczna, ściana) i minimum 30m nie podpierając się. Chodzenie bez podpierania się jest dużo bardziej męczące i wzmaga moją sztywność spastyczną, dlatego dziennie daję radę tylko 30-50 metrów łącznie. Chodzę w moim korytarzyku długości 2,8 m, dla asekuracji mam ściany. Dzisiaj w ciągu 28 minut pokonałem ten korytarzyk 80 razy, licząc 2,5 metra dystans, daje to 200 metrów. Ponadto dzisiaj także wcześniej za jednym razem pokonałem ten korytarzyk 40 razy w 15 minut, czyli dystans 100 metrów. Razem dzisiaj jest to 300 metrów. Wczoraj też był niezły wynik, bo 150 metrów. Ciekawe co ma na to wpływ? Ćwiczę mniej więcej podobnie ze dwa lata, bywają wzloty i upadki, ale nigdy nie odpuszczam. Ostatnio łatwiej dawałem radę przejść za jednym razem 30-50 metrów, nie musiałem sumować odcinków 10, 15, 20 metrów, aby wyrobić dzienne minimum. Nałożyło się w ostatnich dwóch tygodniach kilka czynników. Miałem silną spastyczność i znajomy - chodzący tetraplegik ze Stanów, doradził mi na nią duże dawki magnezu. Dziwne, ale zmniejszyłem też tydzień temu o kolejne 5mg/dobę Baclofen lek przeciw spastyczności (ponadnormatywne napięcie mięśniowe). Ostatnio bolała mnie też tchawica, nie chciałem się wyniszczać antybiotykiem i zażywałem 1500-2000 mg witaminy C na dobę. W swoich treningach, na wzór filmików o rehabilitacji w Stanach, wdrażam od kilku miesięcy typowe ćwiczenia na siłę, po których także lepiej się czuję. Pytanie, co ma wpływ na postęp, doprawdy nie wiem. Muszę dalej ćwiczyć bardzo wytrwale, eksperymentować, obserwować i poprawiać poszczególne elementy rehabilitacji. Bez jednego miesiąca upłynęły trzy lata od wypadku, oby progres się wciąż utrzymywał.
piątek, 9 października 2015
Trochę lepiej.
Mam w domu wąski korytarzyk o długości 2,90m, w którym do tej pory mozolnie ćwiczyłem tylko tzw. chodzenie bez podporu. Ostatnio ten chód trochę się poprawił, bardziej świadomie zacząłem stawiać kroki wyprowadzając je z podbrzusza. Odnotowałem też u siebie wzmocnienie tułowia i siły rąk. Połączenie tego wszystkiego zaowocowało nowym ćwiczeniem, szybkim ( jak dla mnie ) marszem z lekką asekuracją i podporem rękami o ściany. Niezły efekt, właśnie pokonałem 150m w 21 minut ( kurs w jedną stronę korytarzyka i z powrotem liczę jako 5m w zaokrągleniu w dół ). Dawniej nie byłbym w stanie tak ćwiczyć chodzenia, że aż czoło zaperliło się potem. Dodam, że chodzenie między dwoma poręczami jest łatwiejsze. Odstęp pomiędzy ścianami jest dwukrotnie większy i ściany nie można chwycić tak, jak poręczy, jest gładka. Idąc tylko muskam ściany dłoniami lub łokciem albo w ogóle stawiam kroki ścian nie dotykając. Kiedyś leciałem na ściany, jak przysłowiowa szmata i ledwo utrzymywałem się na nogach. Taki krok jest dużo ekonomiczniejszy niż z czwórnogami, mniej męczy, potrafię tak pokonać łatwiej dłuższy dystans. Czy to ćwiczenie spowoduje dalszy progres?
środa, 19 sierpnia 2015
Mocniejsze dłonie
Przypadkowo wieczorem odkryłem, że potrafię już otwierać chyba wszystkich marek zapieczętowane butelki z napojami. Odkręciłem korek sądząc, że mi żona wcześniej rozpieczętowała, dziwiłem się, że trochę ciężko idzie, gdy usłyszałem charakterystyczny odgłos odrywanego paska przy korku. Żona zapomniała rozpieczętować. Dzisiaj rano kontrolnie jeszcze przy porannej zwiększonej spastyczności odkręciłem dwie butelki bez większego problemu. Reinerwacja trwa. Fajnie by było tak kiedyś odkryć, że potrafię chodzić już bez pomocy czwórnogów na długim dystansie. :-)
piątek, 3 lipca 2015
Tetraplegik na basenie.
Pierwszy raz na basenie od wypadku, półtora roku bez pełnego swobodnego zanurzenia w wodzie 20-06-2015. W wodzie spędzona pełna godzina, dużo wysiłku, czułem a przynajmniej tak mi się zdawało tętnienie krwi w nogach, pod koniec "pływania" czułem się coraz swobodniej, zaczęły mi się przypominać dawne czasy, gdy godzinami spędzałem czas w wodzie pływając na basenie, czy nurkując. Woda była kiedyś moim żywiołem. W głowie cały czas mam odruchy, jak pływać i się zachowywać w wodzie. Ale co innego pamiętać, a co innego reagować prawidłowo. Wojtek ratownik chwalił mnie, że nie odczuwam lęku w wodzie. Wyuczony latami nurkowań odruch prawidłowego oddychania przez fajkę w wodzie pomimo lekkiego niedowładu przepony jest zachowany. Sztywność bardzo duża, woda ciepła, ale nie zmniejszyła tego stanu. Biodra usztywnione zapadały się w wodzie, płynąłem, jak gdyby w pozycji skośnej, nie leżałem na wodzie. Najlepiej mi się płynęło pieskiem, taki naturalny się wydawał. Zaraz po wyjściu z wody czułem poza zmęczeniem, coś w rodzaju szumu przepływającej krwi przez mięśnie, zeszła też opuchlizna ze stopy. Potem sam z laskami, a nie na wózku wróciłem do auta, żona mówiła, że krok dłuższy, a dystans niemały około 80 m z kilkoma schodkami bez poręczy. Zmęczone wszystkie mięśnie, łącznie z piersiowymi i bicepsami. Następnego dnia spastyczność, ale czułem się pobudzony i silniejszy. Dwa dni później na rehabilitacji dostałem w łapy dwa kettelbelle razem 10 kg (waga mojej młodszej córy) i musiałem z nimi chodzić bez podpierania się, a potem, jak już zorientowany byłem na inny środek ciężkości, to chodziłem bez obciążenia - bez ciężarów i nawet ja widziałem postęp, (rehabilitant Rafał Piętak zauważył różnicę prędkość i poprawę płynności ruchów). Dawno nie ćwiczyłem marszu bez podporu, dlatego chyba łatwiej można było wychwycić różnicę, całkiem przyzwoicie się szło, mimo dzisiejszej silnej spastyczności. Ani razu z ciężarami i bez nie straciłem równowagi. Tu chyba nie myli się Jakub Kraszewski z Modern Reh co do stałej poprawy, ale nie w dwa lata, a dłużej, może 5-10 lat przy stałym moim zaangażowaniu w ćwiczenia, dzień po dniu. Cel jest, w podstawówce obrywałem, a potem dzięki uporowi i ciężkim ćwiczeniom ze słabeusza stałem się przyzwoitym fighterem, może tu też zadziała analogicznie zasada 10 tys. godzin pracy.
Wróciłem z drugiego już basenu, było ekstra, no i te endorfiny po wysiłku, jak po przebiegnięciu 10 km. Super! Nawet kaleka może jeszcze trochę mieć przyjemności z wysiłku fizycznego, Zawsze lubiłem wodę, ale teraz niestety bez fajki i maski nie dałbym rady pływać, polecam uczącym się pływać fajkę z maską, dużo swobodniej człowiek czuje się w wodzie. Z wody wyszedłem praktycznie prawie sam o własnych siłach po drabince, oczywiście z asekuracją. a nie jak tydzień temu wyciągano mnie za ręce z wody na brzeg.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


