niedziela, 24 września 2017

Samodzielny spacer o kulach, 550 m w 56 minut.

Kolejna bariera pokonana. Miałem obawy, czy nogi wytrzymają, a nie było nikogo usłużnie podsuwającego wózek. To był chyba w psychice największy problem. Obawy, czy spastyczność ze zmęczenia nie zetnie z nóg. Dzisiejszy całkowicie samodzielny spacer 56 minut bez odpoczynku, strome zejścia i podejścia. Spocony, ale zadowolony, bo jest kolejny postęp.

sobota, 23 września 2017

Dzień kolejny ćwiczeń, niby rutyna.

Zrobiłem nowy rekord chodzenia z podporem. W moim korytarzyku w domu podpierając się o ściany przeszedłem 500 m w 24 minuty i 10 sekund, oczywiście bez przerw na odpoczynek. Spociłem się co jest u mnie rzadkością, tetrusy mają złą termoregulację. Progres nawet mały zawsze cieszy i uskrzydla.

sobota, 17 czerwca 2017

Psia kupa wpływa na progres

Potrafię stać z zamkniętymi oczami nie tracąc równowagi! Dzisiaj to odkryłem, czekając na stojąco przed toaletą, aż żona posprząta kupkę naszej suni Lusi, a która to mądra bestia nie robi tego w pokojach tylko czasami zdarzy jej się właśnie w ubikacji. Było już późno, nie wołałem głośno żony, aby nie obudzić córki, cierpliwie czekałem na jej zejście. Czas się dłużył i z nudów zacząłem kombinować różne ćwiczenia. Łącznie przestałem 34 minuty w tym z 8 minut z zamkniętymi oczami tracąc tylko raz równowagę. Tak psia kupa wpłynęła na mój progres.

środa, 18 stycznia 2017

Grypa

Grypa wykończa, ale się nie poddaję. W nocy się dusiłem, tchawica się zacisnęła, dla niewtajemniczonych informacja, że ludzie z urazami rdzenia najczęściej mają porażoną przeponę wykorzystywaną w znacznej mierze przy kaszlu, płuca zalewają wydzieliny, których nie sposób odkaszlnąć. Nie byłem w stanie zawołać pomocy, dusiłem się, opuściłem na poduszkę głowę, opanowałem panikę, postarałem się rozluźnić, powoli przeszło, ale prozaiczna sprawa i koniec był bliski. Ciekawe, czy gdybym stracił przytomność z niedotlenienia to organizm sam by zaskoczył na funkcję oddychania, bo tchawica chyba by się wtedy rozluźniła. Spadek formy znaczny, wykonuję lżejsze ćwiczenia, a i tak jestem słaby. Ćwicząc chodzenie z laskami czwórnogami dystans 60 metrów zwykle schodzę z czasem poniżej 6 minut, a teraz zabrało mi to 8 minut 30 sekund. Ćwiczę dalej.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Usprawnianie ciastem.

USPRAWNIANIE CIASTEM Wczoraj usprawniałem się ciastem. Moja żona piecze doskonałe ciasto murzynek, niestety nie było jej w domu, gdy trochę ni się go zachciało. Poszedłem z chodzikiem do blachy i ukroiłem kawałek. Murzynek ma to do siebie, że przez polewę czekoladową brudzi, a nie miałem talerzyka. Wpadłem na pomysł, że jak moje czworonogi przeniosę ciasto w zębach. W pewnym momencie ukruszyło się 90% ciasta i spadło na wykafelkowaną podłogę. W każdej chwili mogły do kuchni wpaść moje trzy czworonożne bestie. Nie zastanawiając się, do podłogi trzymając jedną ręką chwiejnego chodziku. Odwaga się opłaciła, poderwałem upuszczony kawałek ciasta tuż przed kłami bestii zyskując nową sprawność. Postęp w usprawnieniu jest powolny, ale dzięki rehabilitacji wciąż postępuje.

Proszę wesprzyjcie moją rehabilitację przekazując 1% PODATKU na Fundacja Avalon, numer KRS: 0000270809 - WAŻNE w polu "INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE" wpisać WULKNER 2998

Ja i moja rodzina dziękujemy.

czwartek, 20 października 2016

Nowy rekord w chodzeniu.

Nie wiem, czy to jakiś przełom, ale na pewno rekordowy dzień. Codziennie systematycznie ćwiczę, trwa to już prawie trzeci rok. Codziennie żmudnie powtarzam podobne czynności. Znam swoje dzienne możliwości i założenia treningowe. Zwykle to jest tak, że staram się pokonać na nogach łącznie minimum 300 metrów z podporem (chodzik, kule, czwórnogi, bieżnia elektryczna, ściana) i minimum 30m nie podpierając się. Chodzenie bez podpierania się jest dużo bardziej męczące i wzmaga moją sztywność spastyczną, dlatego dziennie daję radę tylko 30-50 metrów łącznie. Chodzę w moim korytarzyku długości 2,8 m, dla asekuracji mam ściany. Dzisiaj w ciągu 28 minut pokonałem ten korytarzyk 80 razy, licząc 2,5 metra dystans, daje to 200 metrów. Ponadto dzisiaj także wcześniej za jednym razem pokonałem ten korytarzyk 40 razy w 15 minut, czyli dystans 100 metrów. Razem dzisiaj jest to 300 metrów. Wczoraj też był niezły wynik, bo 150 metrów. Ciekawe co ma na to wpływ? Ćwiczę mniej więcej podobnie ze dwa lata, bywają wzloty i upadki, ale nigdy nie odpuszczam. Ostatnio łatwiej dawałem radę przejść za jednym razem 30-50 metrów, nie musiałem sumować odcinków 10, 15, 20 metrów, aby wyrobić dzienne minimum. Nałożyło się w ostatnich dwóch tygodniach kilka czynników. Miałem silną spastyczność i znajomy - chodzący tetraplegik ze Stanów, doradził mi na nią duże dawki magnezu. Dziwne, ale zmniejszyłem też tydzień temu o kolejne 5mg/dobę Baclofen lek przeciw spastyczności (ponadnormatywne napięcie mięśniowe). Ostatnio bolała mnie też tchawica, nie chciałem się wyniszczać antybiotykiem i zażywałem 1500-2000 mg witaminy C na dobę. W swoich treningach, na wzór filmików o rehabilitacji w Stanach, wdrażam od kilku miesięcy typowe ćwiczenia na siłę, po których także lepiej się czuję. Pytanie, co ma wpływ na postęp, doprawdy nie wiem. Muszę dalej ćwiczyć bardzo wytrwale, eksperymentować, obserwować i poprawiać poszczególne elementy rehabilitacji. Bez jednego miesiąca upłynęły trzy lata od wypadku, oby progres się wciąż utrzymywał.

piątek, 9 października 2015

Trochę lepiej.

Mam w domu wąski korytarzyk o długości 2,90m, w którym do tej pory mozolnie ćwiczyłem tylko tzw. chodzenie bez podporu. Ostatnio ten chód trochę się poprawił, bardziej świadomie zacząłem stawiać kroki wyprowadzając je z podbrzusza. Odnotowałem też u siebie wzmocnienie tułowia i siły rąk. Połączenie tego wszystkiego zaowocowało nowym ćwiczeniem, szybkim ( jak dla mnie ) marszem z lekką asekuracją i podporem rękami o ściany. Niezły efekt, właśnie pokonałem 150m w 21 minut ( kurs w jedną stronę korytarzyka i z powrotem liczę jako 5m w zaokrągleniu w dół ). Dawniej nie byłbym w stanie tak ćwiczyć chodzenia, że aż czoło zaperliło się potem. Dodam, że chodzenie między dwoma poręczami jest łatwiejsze. Odstęp pomiędzy ścianami jest dwukrotnie większy i ściany nie można chwycić tak, jak poręczy, jest gładka. Idąc tylko muskam ściany dłoniami lub łokciem albo w ogóle stawiam kroki ścian nie dotykając. Kiedyś leciałem na ściany, jak przysłowiowa szmata i ledwo utrzymywałem się na nogach. Taki krok jest dużo ekonomiczniejszy niż z czwórnogami, mniej męczy, potrafię tak pokonać łatwiej dłuższy dystans. Czy to ćwiczenie spowoduje dalszy progres?