wtorek, 3 lutego 2015

Leniuch średnio dziennie wykonuje 3000 kroków.

Wczoraj mocno pakowałem na klatę i tricepsy, i przez to oraz zwiększoną ćwiczeniami spastykę, nie miałem siły zrobić mojego dziennego minimalnego dystansu. Przeszedłem na bieżni tylko 100m. Dlatego dzisiaj musiałem nadrobić wczorajsze zaległości. Mój roczny plan zakłada pokonanie w 2015 roku dystansu 100 km. Średnio w dużym zaokrągleniu jest to 300m dziennie. Przy moim stanie zdrowia nie mogę pozwolić sobie na zbyt duże zaległości, bo później nie będę w stanie ich odrobić. Wymaga to ode mnie systematyczności. Dzisiaj pokonałem 500m i było to dla mnie dużo, czuję to w nogach. Przeliczyłem, że jest to około 1500 moich kroków. Mało aktywne osoby robią średnio dziennie 3000 kroków. Czyli przy mojej dzisiejszej zwiększonej aktywności jestem dwukrotnie gorszy od przeciętnych leniuchów. Wykonywałem oczywiście jeszcze inne ćwiczenia, ale to porównanie pokazuje skalę problemu i jakie czekają mnie wyzwania, aby poprawiać stopniowo swoje możliwości. Będzie to bardzo trudne, ale mam nadzieję możliwe.

wtorek, 27 stycznia 2015

Bicepsy urosły o 2 cm.

Jest poprawa, ćwiczenia dają efekty. Jest to żmudna codzienna praca. Wg kierownika rehabilitantów jest duża szansa, że będę samodzielny. Jest to oczywiście proces rehabilitacji na lata. Wdrożyłem sobie po właściwych ćwiczeniach własny mini program kulturystyczny, w końcu na siłowniach lata spędziłem. Ostatnio ćwiczą z moim fizjoterapeutą Rafałem Piętakiem spojrzałem w lustro i powiedziałem Rafałowi, że chyba urosły mi barki. Rafał obserwując mnie codziennie stwierdził, że mi się wydaje i zaproponował zmierzyć biceps, którego rozmiar znaliśmy sprzed kilku miesięcy. A tu szok obydwa bicepsy urosły o dwa centymetry i lewy większy ma 44,5 cm!
Pomiarowo widać, że mięśnie się odbudowują, poprawia i wzmacnia się impuls nerwowy. Oczywiście bez ćwiczeń nie byłoby postępu, dlatego nie mogę przerwać rehabilitacji i ćwiczeń. Wielkim problemem opóźniającym proces rehabilitacji jest silna spastyka. Duże prawdopodobieństwo, że przez lata trochę samoistnie się zmniejszy, ale najlepiej ją rozćwiczyć. Codziennie ćwiczę 4-5 godzin, traktuję to, jak rodzaj pracy. Siła rąk rośnie, potrafię już zrobić kilka tzw. damskich pompek, udaje mi się wstać z wózka bez pomocy rąk, po domu na krótkich odcinkach chodzę za pomocą lasek, czwórnogów, największy dystans, jaki tak pokonałem na zewnątrz to 416 m w ciągu godziny. Ćwiczę chodzenie bez trzymania w asyście fizjoterapeuty nawet 30 m. Oczywiście jest bardzo dużo do zrobienia, wzmocnienia ciała, nauka precyzji dłoni, abym np. umiał zawiązać i założyć buty. Obiecałem mojej 4 letniej córeczce, że wyzdrowieję i pójdę z nią na plac zabaw. Walczę cały czas, w końcu obiecałem.

czwartek, 22 stycznia 2015

Czuję się, jak robot, cyborg lub kosmonauta.

Dzisiaj spastyka mnie zabijała, być może przez przeziębienie, ale mój charakterek nie pozwala jej wygrać, przeszedłem na bieżni elektrycznej za jednym razem 400m w pół godziny, normalnie wykonuję 100-200m na jeden raz. Po takim wysiłku ledwie doszedłem do wózka. Ciekawe czy to przełamie spastykę. Endorfiny są, jak za dawnych czasów. Ogólnie czuję się dzisiaj, jak jakiś robot, sztywne nogi, sztywne ciało, mechaniczne ruchy. Czy zawsze tak będzie? W ogóle jestem xały czas, nie tylko dzisiaj, jak jakiś cyborg.
Zawsze fascynował mnie kosmos i jego podbój, ale nigdy się nie zastanawiałem, jak kosmonauci sikają. Przed wypadkiem byłem aktywnym płetwonurkiem. Unoszenie się w toni można porównać do unoszenia się w stanie nieważkości. Laicy myślą, że nurkowanie to takie inne pływanie, ale w sprzęcie ważącym 30 kg bez kamizelki wypornościowej nawet najlepszy pływak nie dałby rady. W wodzie, jak mus to można się do pianki od biedy wysikać (gorzej w suchaczu), a w kosmicznym skafandrze pewnie stosują zabezpieczenia podobne do moich (ciekawe, jakie u kobiet). Wszedłem do mojej, wyremontowanej tuż przed wypadkiem łazienki z nowoczesnym diodowym oświetleniem, szary granit, aluminiowe i nierdzewne wykończenia. Istna kabina kosmiczna. Spojrzałem na podpięty do kapturka wężyk i woreczek z moczem. Osłabienie w biodrach powodowało, że chwiałem się i falowałem, jak w stanie nieważkości. Pomyślałem - nie dosyć, że poruszam się, jak robot, to jeszcze jestem, jak kosmonauta. Wcinam różne tabletki, aby funkcjonować. Jeżdżę dziwnymi pojazdami z dźwigami do transportu niepełnosprawnych. Poruszam się wózkiem, jak robotem samojezdnym. Na rehabilitacji w sali z dziwnym sprzętem leżę na kozetce, w rzędzie pośród innych pacjentów, "obsługiwany" przez rehabilitantów w jednakowych czarnych strojach - wizja, jak ze statku międzygwiezdnego, gdzie nad leżącymi w rzędzie, w stanie anabiozy kosmonautami, pochylają się troskliwe roboty.
Każde wyjście z domu to, jak wyprawa z bazy na Marsie, też poprzedza je rytuał przygotowań. Moja komunikacja ze światem zewnętrznym odbywa się tak samo, jak w odległej bazie kosmicznej, za pomocą panelu sterowania - komórki lub komputera pokładowego - laptopa, a żywych ludzi nie widzę. I ćwiczyć muszę cały czas, jak kosmonauci, aby nie zaniknęły mięśnie.

czwartek, 15 stycznia 2015

Minął rok od wypadku i skończył się 2014 rok kalendarzowy.

Niektórzy w szczególny sposób rozliczają się ze swoim nieszczęściem w rocznicę wypadku, kupują na tę okoliczność tort z jedną świeczką. To jest ich sposób akceptacji. Ja nie świętowałem tej daty (23 listopad 2013 r) i nie zaakceptowałem swego stanu. Nie dorabiam do tej daty żadnej ideologii. Data, jak każda inna, kojarząca mi się źle, a ważna dla mnie głównie z medycznego punktu widzenia. Już w szpitalu w Piekarach Śląskich mówiono mi, że największa poprawa następuje do roku czasu od wypadku, do dwóch lat postępuje jeszcze nieznaczny postęp np. rąk, a potem już nic. Na razie nie zauważyłem zatrzymania się poprawy. Kierownik rehabilitacji w Moder Reh Jakub Kraszewski stwierdził, że w moim przypadku z uwagi na charakter uszkodzenia rdzenia proces reinerwacji nie powinien się zatrzymywać tak, jak u zdrowych ludzi, ale może ulec spowolnieniu. Podobnie sądzi lekarz Dr n. med. Mariusz Śmigiel http://www.mariusz-smigiel.pl/. W związku z tym, że reinerwacja jest (wykazuje to pośrednio badanie EMG) to cały czas powinna następować powolna poprawa, jak u zdrowej osoby, bo nie było przerwania rdzenia i sygnały przechodzą, choć słabiej. Dużym problemem jest spastyka i sztywność mięśniowa, ale też z upływem czasu - lat powinna przynajmniej trochę zmaleć. Aby poprawa następowała, niestety muszę non stop się rehabilitować, cały czas ćwiczyć, powolny postęp jest. Teraz mam tetraparezę - czterokończynowy niedowład.

23 listopada 2013 roku po wypadku miałem pełną tetraplegię, lekarze dawali mi 3-5% szans, że nie będę leżał, nie będę rośliną, po trzech tygodniach od operacji (4 od wypadku) poruszyłem dużymi paluchami u stóp, lekarz, który mnie operował podskoczył z radości, gdy to zobaczył. Od tego czasu nastąpił postęp, lekarze mówią, że olbrzymi, ja, że jakiś tam, ale niewystarczający.

W tej chwili po roku i dwóch miesiącach od wypadku potrafię wstać z wózka bez podpierania się rękami, chodzę z kulami lub czwórnogami, chodzę na czworakach i potrafię wstać z podłogi przytrzymując się czegoś stabilnego, wchodzę i schodzę z czwórnogami po schodach, kontroluję od 10 miesięcy stolec, samodzielnie jem, myję zęby, siła rąk rośnie, potrafię zrobić damskie pompki i podnieść nad głowę moją 4 letnią córę. Na klatkę w wyciskaniu sztangi rekord sprzed miesiąca 56 kg. Pewnie jeszcze parę czynności potrafię wykonać.

Czego nie potrafię? Nie potrafię samodzielnie funkcjonalnie chodzić bez podporu, podskoczyć nie mówiąc o biegu, wstać z ziemi bez podporu, wykonać siad płaski bez rąk, wysoko podnieść nogę, bardzo słaby brzuch, ogólnie jestem słaby, nie potrafię założyć skarpet i butów, nie zapinam guzików i nie zawiązuję kokardek, nie odkręcam zapieczętowanych butelek, brak precyzji ruchu dłoni, lewa dużo gorsza, nie prowadzę auta.

Co chciałbym do końca 2015 roku osiągnąć? Chciałbym wzmocnić brzuch, aby móc siadać swobodnie i swobodnie np. się przebierać, chodzić bez laski przynajmniej po domu, zawisnąć na rękach, wstawać bez podporu z podłogi-?, robić bez podporu pełne przysiady-?, uprawiać nordic walking, zawiązywać kokardki-?, wzmocnić ogólną siłę i sprawność. (tam gdzie "-?" to mniej prawdopodobne, aby się udało osiągnąć w tym roku)

Teraz pozostaje mi tylko ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć, nie zapominając o regeneracji. Pozdrawiam Wszystkich i mam prośbę przekażcie mi Wasz 1% na moją rehabilitację. Dziękuję!

Fundacja Avalon.
Żeby oddać 1% podatku na organizację pożytku publicznego wypełniając formularz PIT podatnik musi: - W rubryce "WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1% PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP)" wpisać numer KRS: 0000270809 - Obliczyć podatek należny do Urzędu Skarbowego i od tego obliczyć 1% - BARDZO WAŻNE żeby w polu "INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE" wpisać WULKNER 2998

niedziela, 16 listopada 2014

Znów sporty ekstremalne, zaliczyłem glebę.

Kontynuując moje dzisiejsze ćwiczenia, znów zaliczyłem twarde lądowanie. Przy ćwiczeniu mięśni pleców odchylam się mocno do tyłu, robię to stojąc na przyrządzie do trenowania równowagi i stabilizacji. Jest to rodzaj tarczy z półkulą od spodu, niektórzy mówią na to UFO. Przy tym ćwiczeniu zmieniałem co jakiś czas wysokość szczebli i w momencie przekładania ręki, i zmianie obciążenia nóg, ujechało mi UFO, a ja zawisłem na jednej ręce i gruchnąłem twardo z hukiem na twardy parkiet. Wyrobione przez lata treningów reakcje tym razem zadziałały, przyciągnąłem głowę do klatki piersiowej, dzięki czemu nie nabawiłem się guza. Huk był tak duży, że myślałem, iż słychać mnie było kilka przecznic dalej. Ale żonka nie usłyszała i nie przybiegła z pomocą. Poleżałem, upewniłem się, że kości całe i mnie ponownie nie sparaliżowało. Obróciłem się na brzuch, przeszedłem do podporu na czworakach i przy pomocy nieszczęsnej drabinki wstałem. Mówię Wam, że całe życie fascynowały mnie różne sporty, ale tak, jak teraz mam sporty ekstremalne, to przed wypadkiem mi się tak nie zdarzało. Oczywiści po wstaniu straciłem ochotę na kontynuowanie ćwiczenia mięśni pleców.

Żeby chodzić trzeba chodzić.

Kilka miesięcy temu Kuba, kierownik rehabilitacji w Modern Reh powiedział mi, że najlepsze rezultaty dają ćwiczenia na bieżni elektrycznej. Podobne informacje znalazłem w sieci. W Modern Reh jest specjalistyczna bieżnia dedykowana niepełnosprawnym z regulowanym kątem nachylenia w dół i pod górę oraz z prędkością od bardzo niskiej-bezpiecznej (0,2 km/h), kierunkiem ruchu do przodu i do tyłu, z wygodnymi i bezpiecznymi uchwytami. Po właściwej części rehabilitacji zacząłem ćwiczyć na tej bieżni. Niestety jednorazowo dawałem radę chodzić maksymalnie 10 minut. Było to za mało. A miałem, jako fan sportów, własną teraz nieużywaną bieżnię rekreacyjną w piwnicy. Stała i się marnowała. Uprosiłem Piotrka i Ryśka przy okazji innej pomocy, aby mi ją wynieśli do góry, abym mógł z niej korzystać. Jest tak duża, że pomimo, iż ją chłopaki rozmontowały, to ledwo im się udało ją przenieść. Chwała im za to. Od razu postanowiłem ja wypróbować i okazało się, że nie takie to proste. Brak odpowiedniego uchwytu oraz duża prędkość początkowa powodowały, że niebezpiecznie było z niej korzystanie przez osobę z porażeniem takim, jak moje tetraparezą. Tydzień później włączając niechcący program, który ruszał od razu od zawrotnej prędkości 3,5 km/h i na oczach żony poleciałem "na pysk". Przypadkiem tylko upadając wyłączyłem bieżnię, co mnie uchroniło od poważniejszych obrażeń, a żona miała nieoczekiwany trening z podnoszenia ciężarów. Po tym wypadku strach spowodował wyłączenie z domowego programu ćwiczeń tego urządzenia. Skupiłem się na wzmacnianiu nóg i zwiększaniu prędkości marszu na bieżni rehabilitacyjnej w Mysłowicach. Dopiero, jak Marcin za pomocą taśmy naprawczej przykleił mi prowizorycznie poprzeczny uchwyt ze stylu od łopaty i moje ustawienia prędkości na bieżni w Modern Reh się poprawiły i stały się większe od minimalnej prędkości (0,8 km/h) mojej domowej bieżni, to odważyłem się znów z niej korzystać. Ustanowiłem na niej dwa moje rekordy: maksymalna prędkość marszu 1,6 km/h oraz najdłuższy dystans non-stop 1 km, którego pokonanie zajęło mi 50 minut. Teraz bardziej skupiam się nie na rekordach tylko jakości stawianych kroków. Próbuję też iść podtrzymując się tylko jedną ręką, pilnując wyprostowanej sylwetki i równowagi. Teraz zwykle pokonuję dystanse 100 lub 200 metrów, ale staram się to robić codziennie, co najmniej raz. Wczoraj zrobiłem sobie spacer nie patrząc na wskaźniki, a spoglądając przez okno do ogrodu i wyobrażając sobie, że idę swobodnie po dworze, taki normalny jesienny spacer z moją rodziną.